[aut: kolejny rozdział, z którego jestem nie do końca zadowolona... ale obiecuję, że jak już zacznie się coś dziać, będzie lepiej
+ zdaję sobie sprawę, że spora część z was jak widzi/słyszy dziecko od razu zamyka stronę, mam jednak nadzieję, że ktokolwiek to czyta ;) dlatego proszę o komentarze, zwłaszcza krytykę, bo zdaję sobie sprawę, że nie jest idealnie i wiele rzeczy można poprawić]
- To chyba jakiś kurewsko kiepski żart…
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. W Londynie mieszka
ponad 8 milionów ludzi. Jest co najmniej kilkaset agencji fotograficznych. I z
nich wszystkich oni musieli wybrać akurat tą. I ze wszystkich fotografów,
którzy w niej pracują, musiało akurat trafić na mnie… Pieprzony pech.
W pomieszczeniu, do którego weszłam siedziało 3 z nich.
Na początku mnie nie zauważyli, w końcu stałam jak kamień ze szczęką przy
podłodze i wybałuszonymi oczami. Nie byłam w stanie nawet drgnąć. W końcu
jednak jeden z nich obrócił się w moją stronę. Louis. Dziękowałam Bogu, że
nigdzie w zasięgu wzroku nie widać Harry’ego. Gdy tak stałam rozważałam opcję
ucieczki, ale teraz, gdy już mnie zauważyli mogę o tym zapomnieć.
- Mia?! – krzyknął niebieskooki szatyn i rzucił się w
moją stronę. – Tyle lat! Co za spotkanie!
- Och, Mia, co ty tutaj robisz? – powoli i niepewnym
krokiem dołączył do niego Liam.
- Najwyraźniej… jestem waszym fotografem.
- Och. – Powiedział tylko Zayn. Dokładnie. Prawie jak „Och,
to ty – Mia. Dziewczyna, która złamała serce Harry’ego”. Bo to właśnie
powiedział Harry publicznie po naszym zerwaniu – złamałam mu serce. Nie żeby on
zostawił mnie z dzieckiem, czy coś. Oczywiście winna byłam ja.
- Zanim zrobi się jeszcze bardziej niezręcznie, możemy
przejść do sesji? – zasugerowałam speszona, a Liam i Zayn odwrócili się i
odeszli. Louis popatrzył się na mnie ze współczuciem w oczach. – Harry też tu
jest?
- Nie… Jest nas dzisiaj tylko 3. – Odpowiedział i
popatrzył na swoje buty. Po chwili znów nieśmiało podniósł na mnie wzrok. –
Mia, możemy porozmawiać jak to się skończy?
- Hmm, jasne Lou. – odpowiedziałam mu z uśmiechem. Mimo
tego wszystkiego co się stało, dla mnie Louis był wciąż przyjacielem. Zanim
rozstałam się z Harry’m byłam z nim bardzo blisko, prawie tak blisko jak ze
Stylesem.
Sesja przebiegła szybko i sprawnie. Liam był cały czas trochę
spięty, za to Louis i Zayn wygłupiali się jak zawsze. Zdecydowanie brakowało mi
ich głupkowatych zachowań. W między czasie zastanawiałam się też, czy któryś z
nich cokolwiek wie. Gdyby wiedzieli, tłumaczyłoby to dziwne zachowanie Liama,
ale z drugiej strony na pewno zaczęliby od razu zasypywać mnie milionami pytań,
a ponieważ żaden z nich nie poruszył kwestii mojego życia prywatnego, wzięłam
to za dobrą monetę. Tak naprawdę nie chciałam, żeby Harry dowiedział się o
Sophie. Zmieniłoby to całe jej życie. W dodatku gdyby dowiedzieli się o tym
fani, mogłaby zapomnieć o normalnym dzieciństwie – ciągłe życie poniekąd w
ukryciu, chowając się przed paparazzi, zero prywatności i cała ta reszta.
Doświadczyłam tego trochę, chociaż mój związek z Harry’m był jednym z tych
raczej prywatnych, więc znam po prostu to uczucie, kiedy wszyscy robią Ci
zdjęcia na ulicy i hejtują bez powodu. Nie chcę, żeby Sophie przeżywała to samo…
Gdy Liam i Zayn wyszli, zostałam w pomieszczeniu sama z
Louisem. Usiedliśmy na dużej kanapie w rogu pokoju i przez chwilę siedzieliśmy
po prostu w niezręcznej ciszy.
- Więc Mia… Co tam u Ciebie? – zaczął Lou.
- Hmm, jest dobrze, Boo. – nie wiedziałam do końca co
mogę mu powiedzieć, a czego nie mogę. Niby był najlepszym przyjacielem Hazzy,
ale nie miałam przecież pojęcia, w jakim stopniu był w to wszystko
wtajemniczony. – Mieszkam sama w małym mieszkaniu w centrum, od jakiegoś roku
pracuję tu jako fotograf, daję radę.
- Amelia. Nie musisz mnie okłamywać. – jego twarzy
przybrała jeszcze bardziej poważny wyraz. – Wiem o wszystkim. Harry powiedział
mi o dziecku…
Do moich oczu napłynęły łzy. Po prostu nie potrafiłam
tego powstrzymać. Spuściłam wzrok.
- K-ktoś jeszcze wie?
- Raczej nie. Harry nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział.
- To dobrze. – Podniosłam wzrok i spotkałam pełna
współczucia oczy Louisa.
- Więc… jak dajesz sobie radę?
- Hmm, chyba dobrze. Na początku było mi ciężko. Byłam
sama, w ciąży, rodzice praktycznie wyrzucili mnie z domu, musiałam sama się
utrzymać i skończyć szkołę. Na szczęście jakoś się udało. Później urodziła się
Sophie. Kilka miesięcy spędziłam z nią, a później zdobyłam tą pracę i teraz
jest już lepiej.
- A więc Sophie?
- Tak, Sophie Olivia Thomas. Ma już 1,5 roku… -
Wyciągnęłam z torebki telefon, żeby pokazać Louisowi zdjęcie małej.
- Wow. Gdyby nie to, że Harry jest moim przyjacielem i
znam go zbyt dobrze, nie powiedziałbym, że to jego dziecko! – Wyszczerzył się
chłopak. – Ale jest przesłodka, gratuluję Mia.
- Dziękuję Lou. Może chciałbyś ją poznać? –
zasugerowałam.
- Jasne! Nie mogę się doczekać, aż poznam tego małego
słodziaka. – Objął mnie swoimi długimi ramionami tak, że moja głowa wylądowała
w zagłębieniu jego szyi, miałam więc doskonałą okazję ponapawać się jego
zapachem. Brakowało mi tego. Od razu przed oczami przeleciały mi wszystkie te
chwile, kiedy miałam gorszy dzień, albo pokłóciłam się z Harry’m i mogłam po
prostu wypłakać się w ramionach Louisa. Gdy siedzieliśmy tak razem przytuleni
poczułam się jak kiedyś. Wszystko było na swoim miejscu i najchętniej
zostałabym w ramionach Tomlinsona na zawsze. On chyba czuł się podobnie, a
przynajmniej zdawał sobie sprawę z tego, jak to na mnie działa i zanim zdążyłam
się zorientować złożył krótki, ale czuły pocałunek na moim czole. Zdawałam
sobie sprawę z tego, że to niewłaściwe, ze względu na nasze relacje z Harry’m,
ale była to wtedy ostatnia rzecz o jakiej myślałam.
@Louis_Tomlinson cóż za urocze spotkanie po latach ;)
Na kolejne rozdziały oczekujcie w święta xx
Tymczasem - chciałabym życzyć każdemu, kto dotrwał dotąd wszystkiego najlepszego z okazji tych świąt, przede wszystkim zdrowia, radości, spełnienia marzeń, udanego sylwestra i czego tylko sobie zapragniecie ;*
Błagam pisz dalej^^
OdpowiedzUsuń