Nie, rozdziału nie ma i pewnie przez najbliższe dni nie będzie. Może po przeczytaniu tego posta zrozumiecie dlaczego (o ile ktokolwiek to przeczyta, ale whatever). Chciałabym się odnieść do sytuacji zaistniałej w Wigilię na twitterze.
Podobnie jak wielu z was "jestem" na twitterze (@milkieway15 btw), nic więc dziwnego, że weszłam na niego po kolacji Wigilijnej. To, co tam zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Jeśli byliście wtedy na tt, wiecie o co mi chodzi. Powiem szczerze, że tracę swój szacunek do osoby, kiedy widzę jak wypisuje takie głupoty jak wtedy krążyły - "dostałam tylko nowego ajfona, a nie komputer", "dostałam, ajfona, ajpada, komputer, kasę, czemu tak mało??" i inne takie. Ja rozumiem, że możecie być zawiedzeni, ale bez przesady. Polecam też wpisać sobie w wyszukiwarkę na tt "nic nie dostałam", żeby zobaczyć, jak wiele osób nie dostało NIC. I żyją. Świat się nie skończył. I są nawet bardziej wdzięczni, niż Ci wszyscy, którzy marudzą i wybrzydzają na wszystko.
Żebyście zrozumieli moje stanowisko muszę wam chyba trochę o sobie powiedzieć. Nie pochodzę z jakiejś mega zamożnej rodziny, której się wszystko przelewa, ale moi rodzice zarabiają dobrze i nie mogę powiedzieć, żeby kiedykolwiek mi czegoś brakowało. I naprawdę mogłabym być jedną z tych osób narzekających, że nie dostałam np. nowego komputera. I powiem wam, że nie wykluczone, że jeszcze rok temu bym narzekała. Przez ten rok wiele się zmieniło. Dorosłam. Bo przecież w Bożym Narodzeniu chodzi o narodziny Jezusa i o spędzanie czasu z rodziną, nieprawdaż? Nie rozumiem, dlaczego dla niektórych te nieszczęsne prezenty są tak istotne. Spytajcie waszych rodziców, dziadków co oni dostawali. Najczęściej nic, albo coś drobnego i symbolicznego, a wy tak rozpaczacie, że nie dostaliście słonia w karafce. Nie chcę też was wszystkich obrażać, bo w końcu sama taka byłam. I po prostu wiem, że niektórzy potrzebują "kopa w dupę", impulsu do zmiany myślenia.
Od dziecka byłam wychowywana w rodzinie wierzącej, praktykującej i te sprawy. Zawsze pomagaliśmy biednym czy chorym. Ja sama widziałam zawsze tylko czubek swojego nosa, pewnie dlatego, że przez 7 pierwszych lat mojego życia w całej mojej rodzinie nie było żadnych innych dzieci, więc byłam po prostu rozpieszczana przez wszystkich. Wszystko zmieniło się w lipcu tego roku. Przede wszystkim, 13-letnia siostra mojej koleżanki zmarła na raka. Kilka tygodni później dowiedziałam się, że u mojego kolegi zdiagnozowano SM (stwardnienie rozsiane). I część z was dalej nie będzie rozumiała, dlaczego to tak na mnie wpłynęło, ale nie mam zamiaru zagłębiać się w szczegóły.
W tym roku, przy Wigilijnym stole przestały dla mnie mieć znaczenie wszystkie prezenty i inne materialne rzeczy. Po prostu cieszyłam się, dziękując Bogu za to, co mam. Za to, że mogłam spędzić te święta z rodziną, za to że moi rodzice i rodzeństwo są zdrowi, za to, że ich mam. Kiedy w waszym życiu wydarzają się takie rzeczy, kiedy ktoś umiera, ktoś choruje, zdajecie sobie sprawę, jakimi szczęściarzami jesteście mając to, co macie. Dlatego w tym roku największym prezentem świątecznym dla mnie było zdrowie i obecność moich bliskich.
czwartek, 26 grudnia 2013
sobota, 21 grudnia 2013
Rozdział 2.
[aut: kolejny rozdział, z którego jestem nie do końca zadowolona... ale obiecuję, że jak już zacznie się coś dziać, będzie lepiej
+ zdaję sobie sprawę, że spora część z was jak widzi/słyszy dziecko od razu zamyka stronę, mam jednak nadzieję, że ktokolwiek to czyta ;) dlatego proszę o komentarze, zwłaszcza krytykę, bo zdaję sobie sprawę, że nie jest idealnie i wiele rzeczy można poprawić]
- To chyba jakiś kurewsko kiepski żart…
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. W Londynie mieszka
ponad 8 milionów ludzi. Jest co najmniej kilkaset agencji fotograficznych. I z
nich wszystkich oni musieli wybrać akurat tą. I ze wszystkich fotografów,
którzy w niej pracują, musiało akurat trafić na mnie… Pieprzony pech.
W pomieszczeniu, do którego weszłam siedziało 3 z nich.
Na początku mnie nie zauważyli, w końcu stałam jak kamień ze szczęką przy
podłodze i wybałuszonymi oczami. Nie byłam w stanie nawet drgnąć. W końcu
jednak jeden z nich obrócił się w moją stronę. Louis. Dziękowałam Bogu, że
nigdzie w zasięgu wzroku nie widać Harry’ego. Gdy tak stałam rozważałam opcję
ucieczki, ale teraz, gdy już mnie zauważyli mogę o tym zapomnieć.
- Mia?! – krzyknął niebieskooki szatyn i rzucił się w
moją stronę. – Tyle lat! Co za spotkanie!
- Och, Mia, co ty tutaj robisz? – powoli i niepewnym
krokiem dołączył do niego Liam.
- Najwyraźniej… jestem waszym fotografem.
- Och. – Powiedział tylko Zayn. Dokładnie. Prawie jak „Och,
to ty – Mia. Dziewczyna, która złamała serce Harry’ego”. Bo to właśnie
powiedział Harry publicznie po naszym zerwaniu – złamałam mu serce. Nie żeby on
zostawił mnie z dzieckiem, czy coś. Oczywiście winna byłam ja.
- Zanim zrobi się jeszcze bardziej niezręcznie, możemy
przejść do sesji? – zasugerowałam speszona, a Liam i Zayn odwrócili się i
odeszli. Louis popatrzył się na mnie ze współczuciem w oczach. – Harry też tu
jest?
- Nie… Jest nas dzisiaj tylko 3. – Odpowiedział i
popatrzył na swoje buty. Po chwili znów nieśmiało podniósł na mnie wzrok. –
Mia, możemy porozmawiać jak to się skończy?
- Hmm, jasne Lou. – odpowiedziałam mu z uśmiechem. Mimo
tego wszystkiego co się stało, dla mnie Louis był wciąż przyjacielem. Zanim
rozstałam się z Harry’m byłam z nim bardzo blisko, prawie tak blisko jak ze
Stylesem.
Sesja przebiegła szybko i sprawnie. Liam był cały czas trochę
spięty, za to Louis i Zayn wygłupiali się jak zawsze. Zdecydowanie brakowało mi
ich głupkowatych zachowań. W między czasie zastanawiałam się też, czy któryś z
nich cokolwiek wie. Gdyby wiedzieli, tłumaczyłoby to dziwne zachowanie Liama,
ale z drugiej strony na pewno zaczęliby od razu zasypywać mnie milionami pytań,
a ponieważ żaden z nich nie poruszył kwestii mojego życia prywatnego, wzięłam
to za dobrą monetę. Tak naprawdę nie chciałam, żeby Harry dowiedział się o
Sophie. Zmieniłoby to całe jej życie. W dodatku gdyby dowiedzieli się o tym
fani, mogłaby zapomnieć o normalnym dzieciństwie – ciągłe życie poniekąd w
ukryciu, chowając się przed paparazzi, zero prywatności i cała ta reszta.
Doświadczyłam tego trochę, chociaż mój związek z Harry’m był jednym z tych
raczej prywatnych, więc znam po prostu to uczucie, kiedy wszyscy robią Ci
zdjęcia na ulicy i hejtują bez powodu. Nie chcę, żeby Sophie przeżywała to samo…
Gdy Liam i Zayn wyszli, zostałam w pomieszczeniu sama z
Louisem. Usiedliśmy na dużej kanapie w rogu pokoju i przez chwilę siedzieliśmy
po prostu w niezręcznej ciszy.
- Więc Mia… Co tam u Ciebie? – zaczął Lou.
- Hmm, jest dobrze, Boo. – nie wiedziałam do końca co
mogę mu powiedzieć, a czego nie mogę. Niby był najlepszym przyjacielem Hazzy,
ale nie miałam przecież pojęcia, w jakim stopniu był w to wszystko
wtajemniczony. – Mieszkam sama w małym mieszkaniu w centrum, od jakiegoś roku
pracuję tu jako fotograf, daję radę.
- Amelia. Nie musisz mnie okłamywać. – jego twarzy
przybrała jeszcze bardziej poważny wyraz. – Wiem o wszystkim. Harry powiedział
mi o dziecku…
Do moich oczu napłynęły łzy. Po prostu nie potrafiłam
tego powstrzymać. Spuściłam wzrok.
- K-ktoś jeszcze wie?
- Raczej nie. Harry nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział.
- To dobrze. – Podniosłam wzrok i spotkałam pełna
współczucia oczy Louisa.
- Więc… jak dajesz sobie radę?
- Hmm, chyba dobrze. Na początku było mi ciężko. Byłam
sama, w ciąży, rodzice praktycznie wyrzucili mnie z domu, musiałam sama się
utrzymać i skończyć szkołę. Na szczęście jakoś się udało. Później urodziła się
Sophie. Kilka miesięcy spędziłam z nią, a później zdobyłam tą pracę i teraz
jest już lepiej.
- A więc Sophie?
- Tak, Sophie Olivia Thomas. Ma już 1,5 roku… -
Wyciągnęłam z torebki telefon, żeby pokazać Louisowi zdjęcie małej.
- Wow. Gdyby nie to, że Harry jest moim przyjacielem i
znam go zbyt dobrze, nie powiedziałbym, że to jego dziecko! – Wyszczerzył się
chłopak. – Ale jest przesłodka, gratuluję Mia.
- Dziękuję Lou. Może chciałbyś ją poznać? –
zasugerowałam.
- Jasne! Nie mogę się doczekać, aż poznam tego małego
słodziaka. – Objął mnie swoimi długimi ramionami tak, że moja głowa wylądowała
w zagłębieniu jego szyi, miałam więc doskonałą okazję ponapawać się jego
zapachem. Brakowało mi tego. Od razu przed oczami przeleciały mi wszystkie te
chwile, kiedy miałam gorszy dzień, albo pokłóciłam się z Harry’m i mogłam po
prostu wypłakać się w ramionach Louisa. Gdy siedzieliśmy tak razem przytuleni
poczułam się jak kiedyś. Wszystko było na swoim miejscu i najchętniej
zostałabym w ramionach Tomlinsona na zawsze. On chyba czuł się podobnie, a
przynajmniej zdawał sobie sprawę z tego, jak to na mnie działa i zanim zdążyłam
się zorientować złożył krótki, ale czuły pocałunek na moim czole. Zdawałam
sobie sprawę z tego, że to niewłaściwe, ze względu na nasze relacje z Harry’m,
ale była to wtedy ostatnia rzecz o jakiej myślałam.
@Louis_Tomlinson cóż za urocze spotkanie po latach ;)
Na kolejne rozdziały oczekujcie w święta xx
Tymczasem - chciałabym życzyć każdemu, kto dotrwał dotąd wszystkiego najlepszego z okazji tych świąt, przede wszystkim zdrowia, radości, spełnienia marzeń, udanego sylwestra i czego tylko sobie zapragniecie ;*
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Rozdział 1.
[Na początku tego rozdziału chciałam zaznaczyć, że nie
jestem z niego zadowolona, ale naprawdę nic mi nie wychodziło. Ale mówią, że
początki zawsze są najgorsze, prawda? Przepraszam też, że tyle to zajęło, ale
a) szkoła i rodzina pochłonęła mnie w 300%, więc nie miałam nawet czasu się za
to zabrać; b) nigdy nie potrafię pisać pierwszych rozdziałów, bo zawsze
wychodzą mi jakieś tragiczne…
+ jest krótki, znowu przepraszam]
+ jest krótki, znowu przepraszam]
- Mel! Telefon do Ciebie! – usłyszałam głos Jamesa z
drugiego pokoju. – Podałbym Ci słuchawkę, ale się ładuje…
- Kto dzwoni? – westchnęłam.
- Praca. – odparł.
Przewróciłam oczami i podniosłam słuchawkę do
ucha.
- Słucham…
- Cześć Amelio, z tej strony Ryan. Słuchaj, wiem, że masz
wolne i te sprawy, ale pilnie potrzebujemy fotografa, Olivia się rozchorowała…
Jesteś naszą jedyną opcją, a to ważna sesja… Obiecuję, że to nie potrwa długo…
- Ryan wręcz błagał.
- Ok, ok. Będę za jakąś godzinę, może być?
- Jasne! Mel, ratujesz nam tyłki!
- Bywa. W takim razie do zobaczenia. – rozłączyłam się i
odłożyłam telefon. – Jamieeee, braciszku, będziesz tak kochany i zostaniesz z
Sophie?
&&&
Jadąc do studia, w którym miała odbyć się sesja, rozmyślałam
o tym wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich 2 lat. Tak właśnie. Mamy
dzisiaj 15.12, co oznacza dokładnie 2 lata od mojego zerwania z Harry’m.
Wszystko tak bardzo się zmieniło w tym czasie. Można śmiało powiedzieć, że cały
mój świat stanął na głowie.
Po tym jak zerwaliśmy, kontaktowałam się z Haroldem tylko
raz. Żeby powiedzieć mu o dziecku. On jednak nie chciał o tym słyszeć i
oznajmił, że to mój problem. Był zbyt zajęty swoją nową miłością – Caroline. Od
tamtej pory nie odezwał się do mnie (ani ja do niego) ani słowem. Skoro nie
chciał mieć z nami nic wspólnego, nie będę naciskać. Jest mi tylko szkoda
mojego dziecka, które pewnie nigdy nie pozna swojego ojca.
Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co się teraz z nim dzieje.
Czasami oglądając telewizję słyszę jakieś migawki „Harry Styles to, Harry
Styles tamto”, ale nie przykładam do tego większej wagi. Całe moje życie jest
teraz skupione na kimś innym. Sophie.
Moja córka jest najlepszym, co mi się w życiu przydarzyło i
nie wyobrażam sobie mojego życia bez niej. Niestety jest podobna do ojca.
Chociaż ma brązowe oczy i jaśniejsze włosy niż on, odziedziczyła ten sam wyraz
twarzy oraz loczki. A gdy się uśmiecha, na jej policzkach pojawiają się te
urocze dołeczki, które tak bardzo uwielbiałam w Harry’m… Czasami samo patrzenie
na nią przypomina mi o tym, co się stało.
Jednak czasu nie cofnę, nie naprawię przeszłości.
Po kilkudziesięciu minutach, które spędziłam na
przemyśleniach, dojechałam w końcu do studia. Wzięłam mój sprzęt z bagażnika i
ruszyłam w kierunku wejścia. Z tego wszystkiego nawet nie spytałam Ryana czyja
to sesja. Bez różnicy. Gdy tylko otworzyłam drzwi powitała mnie Theresa, która
zimnym protekcjonalnym głosem oznajmiła, że mam udać się na 2 piętro. „Ciebie
także miło widzieć, Thereso” wymamrotałam pod nosem i udałam się w stronę wind.
Zaczynałam coraz bardziej żałować, że
się na to zgodziłam. Powtarzałam jednak sobie w kółko, że to tylko jedna,
szybka sesja, po której wrócę do domu i będę mogła spokojnie odpocząć razem z
Sophie. Dotarłam w końcu pod odpowiednie drzwi, a gdy tylko je otworzyłam
zamarłam. Teraz zdecydowanie byłam pewna, że powinnam zostać w domu.
- To chyba jakiś kurewsko kiepski żart…
mam nadzieję, że nie jest tak tragiczny i da się go jakoś przetrwać. kolejny powinien pojawić się jeszcze w tym tygodniu ;)
jeśli przeczytałaś(eś) proszę, zostaw komentarz, dla Ciebie to chwila, a dla mnie to sporo znaczy
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Prolog
Każdy z nas przeżywał w dzieciństwie ten okres, kiedy
jedynym marzeniem było dorosnąć. Bo przecież dorośli mają lepiej, mogą więcej,
nie są ograniczeni i te sprawy. Pamiętam, że odkąd przekroczyłam ten magiczny
próg 11 lat było to wszystko, czego pragnęłam. A teraz? Mam 17 lat i oddałabym
praktycznie wszystko, żeby wrócić do bycia małą, niewinną dziewczynką. Może
przynajmniej nie popełniłabym tych samych błędów…
Wiem, że pewnie spodziewacie się jakiejś wyciskającej łzy
historii, o tym jak straciłam rodziców albo byłam przez nich wykorzystywana,
dlatego przepraszam, ale taka się tutaj nie znajdzie. Moje życie było
praktycznie idealne. Idealne dzieciństwo, idealni rodzice, idealny dom, idealne
wszystko. Dorastałam w nadmorskim Eastbourne. Mieszkaliśmy z rodzicami w domku
oddalonym kilka minut od plaży – tata, mama, moja starsza siostra Emma, mój
mały braciszek James i ja. Chodziłam do dobrej szkoły, miałam dobre oceny i
cudownych przyjaciół. Tak upłynęło 14 lat. Wtedy mój tato dostał awans, więc
razem z rodzicami i Jamesem przeprowadziliśmy się do Londynu.
W Londynie szybko poznałam nowych przyjaciół, a także
chłopaka. Tak właśnie, chłopaka, który wydawał się być kolejną idealną rzeczą w
moim życiu. Wspomnę tu jeszcze, bo to dość istotny szczegół, że ów chłopak był
(a w zasadzie to nadal jest) niesamowicie popularny i pożądany przez rzesze
nastolatek z całego świata. Byliśmy razem ponad rok. Właśnie, byliśmy…
Dokładnie 2 miesiące temu stwierdził, że to wszystko go przytłacza i chyba nie
potrafi być w stałym związku, dlatego rozstaliśmy się. Powiecie teraz: co z
tego? Przecież świat nie kończy się na byciu porzuconym przez chłopaka!
Przyznam wam rację. Dodajmy jednak do tego wszystkiego fakt, że wszyscy nasi
ówcześni przyjaciele odwrócili się ode mnie i zostawili mnie kompletnie samą.
Samą z moim małym problemem.
Nie wiem sama, czy określenie problem jest tutaj adekwatne.
Chyba określiłabym to inaczej… Przechodząc jednak do sedna całej historii, bo
to w tym wszystkim chodzi, wkrótce po naszym zerwaniu całe moje życie zostało
przewrócone do góry nogami.
Tak właśnie.
Nazywam się Amelia Thomas i jestem w ciąży z Harrym Stylesem
we własnej osobie.
niedziela, 1 grudnia 2013
Początek.
Początki są zawsze trudne.
Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba przeczyta moje wypociny, zwane dalej opowiadaniem, bo już dawno żadnego nie publikowałam. Chyba zapomniałam jak to jest...
W każdym bądź razie, liczę na to, że poświęcisz 5 minut na zapoznanie się z dalszą treścią tego bloga, która pojawi się już wkrótce ;)
Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba przeczyta moje wypociny, zwane dalej opowiadaniem, bo już dawno żadnego nie publikowałam. Chyba zapomniałam jak to jest...
W każdym bądź razie, liczę na to, że poświęcisz 5 minut na zapoznanie się z dalszą treścią tego bloga, która pojawi się już wkrótce ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)