sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 2.

[aut: kolejny rozdział, z którego jestem nie do końca zadowolona... ale obiecuję, że jak już zacznie się coś dziać, będzie lepiej
+ zdaję sobie sprawę, że spora część z was jak widzi/słyszy dziecko od razu zamyka stronę, mam jednak nadzieję, że ktokolwiek to czyta ;) dlatego proszę o komentarze, zwłaszcza krytykę, bo zdaję sobie sprawę, że nie jest idealnie i wiele rzeczy można poprawić]

- To chyba jakiś kurewsko kiepski żart…
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. W Londynie mieszka ponad 8 milionów ludzi. Jest co najmniej kilkaset agencji fotograficznych. I z nich wszystkich oni musieli wybrać akurat tą. I ze wszystkich fotografów, którzy w niej pracują, musiało akurat trafić na mnie… Pieprzony pech.
W pomieszczeniu, do którego weszłam siedziało 3 z nich. Na początku mnie nie zauważyli, w końcu stałam jak kamień ze szczęką przy podłodze i wybałuszonymi oczami. Nie byłam w stanie nawet drgnąć. W końcu jednak jeden z nich obrócił się w moją stronę. Louis. Dziękowałam Bogu, że nigdzie w zasięgu wzroku nie widać Harry’ego. Gdy tak stałam rozważałam opcję ucieczki, ale teraz, gdy już mnie zauważyli mogę o tym zapomnieć.
- Mia?! – krzyknął niebieskooki szatyn i rzucił się w moją stronę. – Tyle lat! Co za spotkanie!
- Och, Mia, co ty tutaj robisz? – powoli i niepewnym krokiem dołączył do niego Liam.
- Najwyraźniej… jestem waszym fotografem.
- Och. – Powiedział tylko Zayn. Dokładnie. Prawie jak „Och, to ty – Mia. Dziewczyna, która złamała serce Harry’ego”. Bo to właśnie powiedział Harry publicznie po naszym zerwaniu – złamałam mu serce. Nie żeby on zostawił mnie z dzieckiem, czy coś. Oczywiście winna byłam ja.
- Zanim zrobi się jeszcze bardziej niezręcznie, możemy przejść do sesji? – zasugerowałam speszona, a Liam i Zayn odwrócili się i odeszli. Louis popatrzył się na mnie ze współczuciem w oczach. – Harry też tu jest?
- Nie… Jest nas dzisiaj tylko 3. – Odpowiedział i popatrzył na swoje buty. Po chwili znów nieśmiało podniósł na mnie wzrok. – Mia, możemy porozmawiać jak to się skończy?
- Hmm, jasne Lou. – odpowiedziałam mu z uśmiechem. Mimo tego wszystkiego co się stało, dla mnie Louis był wciąż przyjacielem. Zanim rozstałam się z Harry’m byłam z nim bardzo blisko, prawie tak blisko jak ze Stylesem.


Sesja przebiegła szybko i sprawnie. Liam był cały czas trochę spięty, za to Louis i Zayn wygłupiali się jak zawsze. Zdecydowanie brakowało mi ich głupkowatych zachowań. W między czasie zastanawiałam się też, czy któryś z nich cokolwiek wie. Gdyby wiedzieli, tłumaczyłoby to dziwne zachowanie Liama, ale z drugiej strony na pewno zaczęliby od razu zasypywać mnie milionami pytań, a ponieważ żaden z nich nie poruszył kwestii mojego życia prywatnego, wzięłam to za dobrą monetę. Tak naprawdę nie chciałam, żeby Harry dowiedział się o Sophie. Zmieniłoby to całe jej życie. W dodatku gdyby dowiedzieli się o tym fani, mogłaby zapomnieć o normalnym dzieciństwie – ciągłe życie poniekąd w ukryciu, chowając się przed paparazzi, zero prywatności i cała ta reszta. Doświadczyłam tego trochę, chociaż mój związek z Harry’m był jednym z tych raczej prywatnych, więc znam po prostu to uczucie, kiedy wszyscy robią Ci zdjęcia na ulicy i hejtują bez powodu. Nie chcę, żeby Sophie przeżywała to samo…
Gdy Liam i Zayn wyszli, zostałam w pomieszczeniu sama z Louisem. Usiedliśmy na dużej kanapie w rogu pokoju i przez chwilę siedzieliśmy po prostu w niezręcznej ciszy.
- Więc Mia… Co tam u Ciebie? – zaczął Lou.
- Hmm, jest dobrze, Boo. – nie wiedziałam do końca co mogę mu powiedzieć, a czego nie mogę. Niby był najlepszym przyjacielem Hazzy, ale nie miałam przecież pojęcia, w jakim stopniu był w to wszystko wtajemniczony. – Mieszkam sama w małym mieszkaniu w centrum, od jakiegoś roku pracuję tu jako fotograf, daję radę.
- Amelia. Nie musisz mnie okłamywać. – jego twarzy przybrała jeszcze bardziej poważny wyraz. – Wiem o wszystkim. Harry powiedział mi o dziecku…
Do moich oczu napłynęły łzy. Po prostu nie potrafiłam tego powstrzymać. Spuściłam wzrok.
- K-ktoś jeszcze wie?
- Raczej nie. Harry nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział.
- To dobrze. – Podniosłam wzrok i spotkałam pełna współczucia oczy Louisa.
- Więc… jak dajesz sobie radę?
- Hmm, chyba dobrze. Na początku było mi ciężko. Byłam sama, w ciąży, rodzice praktycznie wyrzucili mnie z domu, musiałam sama się utrzymać i skończyć szkołę. Na szczęście jakoś się udało. Później urodziła się Sophie. Kilka miesięcy spędziłam z nią, a później zdobyłam tą pracę i teraz jest już lepiej.
- A więc Sophie?
- Tak, Sophie Olivia Thomas. Ma już 1,5 roku… - Wyciągnęłam z torebki telefon, żeby pokazać Louisowi zdjęcie małej.
- Wow. Gdyby nie to, że Harry jest moim przyjacielem i znam go zbyt dobrze, nie powiedziałbym, że to jego dziecko! – Wyszczerzył się chłopak. – Ale jest przesłodka, gratuluję Mia.
- Dziękuję Lou. Może chciałbyś ją poznać? – zasugerowałam.
- Jasne! Nie mogę się doczekać, aż poznam tego małego słodziaka. – Objął mnie swoimi długimi ramionami tak, że moja głowa wylądowała w zagłębieniu jego szyi, miałam więc doskonałą okazję ponapawać się jego zapachem. Brakowało mi tego. Od razu przed oczami przeleciały mi wszystkie te chwile, kiedy miałam gorszy dzień, albo pokłóciłam się z Harry’m i mogłam po prostu wypłakać się w ramionach Louisa. Gdy siedzieliśmy tak razem przytuleni poczułam się jak kiedyś. Wszystko było na swoim miejscu i najchętniej zostałabym w ramionach Tomlinsona na zawsze. On chyba czuł się podobnie, a przynajmniej zdawał sobie sprawę z tego, jak to na mnie działa i zanim zdążyłam się zorientować złożył krótki, ale czuły pocałunek na moim czole. Zdawałam sobie sprawę z tego, że to niewłaściwe, ze względu na nasze relacje z Harry’m, ale była to wtedy ostatnia rzecz o jakiej myślałam.




@Louis_Tomlinson cóż za urocze spotkanie po latach ;)








Na kolejne rozdziały oczekujcie w święta xx
Tymczasem - chciałabym życzyć każdemu, kto dotrwał dotąd wszystkiego najlepszego z okazji tych świąt, przede wszystkim zdrowia, radości, spełnienia marzeń, udanego sylwestra i czego tylko sobie zapragniecie ;*

1 komentarz: